19/02/14

Pokoloruj sobie szary dzień

Uśmiechnij się.
Tak, tak. Dzisiaj potrzeba dużo uśmiechu. Szaro, buro i ponuro. A u nas na przekór - będzie kolorowo. Chłopaki męczą mnie o farby, więc z pewnością pędzle pójdą w ruch. W mojej kochanej kuchni pojawiła się wiosna. Lubię kwitnące kwiaty, więc nie mogło zabraknąć prymuli. Kojarzą mi się z Dniem Kobiet, ale jeszcze tak długo trzeba czekać na ten dzień, że sama sobie je sprawiłam. Dawno temu to były pierwsze kwiaty, które dostałam na to przemiłe święto. Od Taty. Wszystkie dostałyśmy. Taka byłam zadowolona. Tata pokazał nam jak powinnyśmy świętować ten dzień. Tak zwyczajnie podarował nam kwiaty, bo byłyśmy przecież małymi kobietkami, które zawojowały jego dom :) Te pierwsze prymule nadal pięknie prezentują się w ogrodzie mojej Mamy. 
Moje przyjemnie rozświetlają mi ranek i kolorują cały dzień. Buzia sama się uśmiecha na ich widok.


Później często słyszałam o tym, że Dzień Kobiet powinien być zniesiony, bo to taki relikt przeszłości. Ja mam całkiem miłe wspomnienia, także dzięki Mężowi, który kontynuuje świętowanie :) A prymule zawsze będą mi się kojarzyć z 8 marca. 
Poza tym, pięknie kolorują takie szare dni jak ten dzisiejszy.

Pozdrawiam ciepło,
Kasia



15/02/14

Do zapamiętania...

Taki dialog:

Ja: Chłopcy już wystarczy, pobawcie się teraz sami, a ja idę robić obiad.
Kuba: Sami? Ale ja nie chce. Ja chcę z Tobą.
Gabryś: Nie cem. Cem z Tobom.
Ja: Chłopcy proszę, możecie się pobawić razem.
G: Dlacegoooo?
K: Ale w co?
G: Ale ścio?
J: No,np. w piłkę. Ty świetnie bronisz, Gabryś super rzuca....
K: Ale, że co?! Że ja nie umiem rzucać, tak?..

Wymiękłam. Naprawdę.



13/02/14

Test pięciozłotówki


Witajcie.
Ostatnio usłyszałam tekst o pięciozłotówce.
1. Jeśli pierwsze dziecko połknie monetę, rodzice szybko jadą z nim do szpitala.
2. Przy drugim stwierdzają: poczekamy, wydali.
3. Przy trzecim: odda z kieszonkowego.


Faktycznie coś w tym jest. Chociaż w przypadku połknięcia pięciozłotówki pewnie pognałabym do szpitala. Niezależnie do tego, które z moich pociech, chciałoby być skarbonką.Jednak sens przytoczonego tekstu jest dla mnie jasny. Faktycznie przy Starszaku obawiałam się każdej nowej sytuacji, która według mojego mniemania była dla niego niebezpieczna. Teraz, przy Maluchu, wiem już, w których sytuacjach mogę wrzucić na luz, a w których muszę zachować maksymalną czujność. 
I tworzyć. Tak, radosna twórczość przy dzieciach może się objawiać na tysiąc sposobów. Nigdy nie miałam cierpliwości do prac ręcznych, a teraz zarabiam masę solną, tnę płatki z bibuły....itp.
Chłopcy potrzebują ciągłego ruchu. Latem to żaden problem. Rano wychodzimy z domu i wracamy jak mamy dość biegania.
A zimą wymyślam....

 


 
 
Poza tym, stwierdzam: im więcej dzieci, tym matka ma większe szanse na prace w wywiadzie. W końcu zawsze musi być krok do przodu przed dziećmi, tak aby przypadkiem nie musiała przechodzić testu  "pięciozłotówki". 

Pozdrawiam,
Kasia


11/02/14

A kysz myśli męczące...

Dobry wieczór :)

Miałam pierwszy od dawna, już nawet nie pamiętam od kiedy, wolny wieczór. Chłopcy zasnęli w ciągu 10 minut. Nadmiar czasu miał być spożytkowany na tysiące sposobów, łącznie z pracą. Jednak zmęczenie robi swoje. Nie mam siły na nic, ale spać też nie mogę bo tysiące myśli biegnie ku mojej zmęczonej głowie i męczy mnie nieprzeciętnie. 
Te myśli są mi niepotrzebne, dręczą mnie strasznie. To myśli, w których rozpamiętuję czy o wszystkim i wszystkich dzisiaj pamiętałam. To słowa, które usłyszałam w ciągu kilku ostatnich dni, nie zawsze zresztą przyjemne. I chociaż próbuję wyprzeć te myśli bardziej przyjemnymi, ot choćby o moich dzieciach, to one znów się pojawiają.
Dlatego zasiadłam do komputera i jakoś poszło. Obejrzałam kilka ostatnich zdjęć moich Chłopców. Uśmiechy na ich buziach to cudowny relaks. A potem wciągnęły mnie Wasze blogi. Ależ sobie pozwiedzałam. Jak miło tak siąść, nie myśleć o jutrze, ale za to pozbierać dziesiątki nowych inspiracji. Tak, żeby mieć o czym myśleć jutro i nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami :) 

Dobrej nocy...

Walentynki z kalmarami

Witajcie.

Walentynki coraz bliżej. Układam powoli menu na piątkową kolację. Mój M. wspomniał ostatnio o kalmarach. Hmm. Nie robiłam ich jeszcze nigdy - może macie jakiś prosty przepis, który mogłabym wypróbować? Mój M. podobno zje wszystko co ja ugotuję, ale fajnie gdyby się najadł ze smakiem i miał raczej miłe wspomnienia :) Poza tym, nie mam pojęcia gdzie ja dostanę kalmary, w tym naszym " uroczym zakątku" na końcu świata :) Trzeba się sprężyć i rozpytać znajomych. I logistycznie zaplanować wyjazd po te kalmary (to ta najtrudniejsza część wyzwania).

Do tego sprawdzone wypieki. Coś biszkoptowego dla moich chłopaków. No tak. Bo od trzech lat obchodzimy Walentynki z naszymi Maluchami. Chyba podświadomie chcę ich nauczyć, że dla kobiet to jest bardzo ważny dzień. A nie wszyscy panowie o tym pamiętają. 


Ogólnie to ja panom się nie dziwię. Ja też nie zwracałam na ten dzień uwagi, dopóki nie spotkałam mojego M. Mało tego, siedem lat temu, też specjalnie się do Walentynek nie przygotowywałam. Dzień później miałam egzamin, bodajże z elektroniki, i nie w głowie były mi serduszka i kwiatuszki. Oczywiście koleżanki powtarzały, że mam być przygotowana, bo M. ponad rok wcześniej powiedział: "nie znasz dnia, ani godziny". He, pewnie, że nie znałam, ale nie obstawiałam Walentynek na dzień oświadczyn, bo to miało być zaskoczenie. Nie nastawiłam się i faktycznie byłam tak zaskoczona, że moja mina, na widok pierścionka, była podobno jak w reklamie karty do bankomatu "BEZCENNA" :)



Wcześniej ten dzień to był dzień urodzin mojej siostry. I raczej to mnie zajmowało. Poza tym, jak sięgam pamięcią do dzieciństwa, to Walentynki były takim raczkującym tworem Zachodu. Zachwycali się nim młodsi, a starsi pukali się w czoło.
Nauczyciele przymykali oko na pudełeczko w serduszka, do którego wrzucało się karteczki z napisem "love you 4ever".
A byli i tacy, którzy gromili, że to Walenty to patron masarzy, a nie żadnych tam zakochanych.  

Tymczasem Święto Zakochanych przyjęło się doskonale, pomimo tego, że w Polsce już mieliśmy takie święto. Wiecie kiedy?



Ja życzę Wam wszystkim, żeby Wasze serduszka nie były same w ten dzień.
Buziaki i ściskam,
Kasia :)


09/02/14

Wyniki Candy :)

Witajcie serdecznie.

Pierwsze Candy za nami. Przepraszam, że ogłaszam wyniki dopiero teraz, ale mieliśmy dzisiaj piękną pogodę, więc zaraz po obiadku wybraliśmy się na dłłuuuugaśny spacerek. Czuję wiosnę, pomimo tego, że zapowiadana jest jeszcze sroga zima. 

Nie przeciągając...

Dziękuję Wam bardzo za tę zabawę. Cieszę się, że poznałam nowe osoby, u których również zamierzam się rozgościć na dłużej :)

14 lutego 2007 roku mój, obecnie już, Mąż zapytał czy może nim zostać, a ja wyraziłam zgodę. I rozpoczęliśmy Nasze Gniazdowanie. Tak już oficjalnie. Nikt się już nie czepiał, gdy razem kupowaliśmy sprzęt AGD czy RTV (a przed okresem narzeczeństwa były obiekcje rodziny co do naszych wspólnych zakupów ;) )

To takie cudne wspomnienia. O tym, że mój Mąż zamierza mi się oświadczyć wiedziałam już rok przed. Sam mnie uprzedził. A później ponad 12 długich miesięcy czekałam. Oj, jak ja czekałam :) Jak wypatrywałam :) Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale wówczas ten czas oczekiwania i niepewności strasznie mi się dłużył. 

A dzisiaj mamy dwa małe Szkraby. Jeden z nich został dzisiaj mianowany "maszyną losującą". Za ten zaszczyt dołożył do prezentów również coś od siebie ;) To będzie niespodzianka :)

Kuba był bardzo podekscytowany zanim wybrał Zwycięzce...


Zamieszał...



I wybrał karteczkę...




 Z nazwą Zwycięzcy...




ZWYCIĘZCĄ JEST



 Serdecznie gratulujemy Marcie W.
Proszę o kontakt na adres: skorpionica8583@gmail.com
 Dziękujemy wszystkim za wspaniałą zabawę i miłe słowa.
Dostałam skrzydeł i mam nadzieję, że nasze gniazdowanie nie będzie Was nudziło.

Buziaki, uściski i pozdrowienia
Kasia & Chłopaki :)

07/02/14

Rozczulająca się w stanie Mamusiowania

Witajcie.
Nie będę matką rozczulającą się. Taki był mój plan zanim pierwsze dziecię pojawiło się w naszym domu. Tymczasem już różowe kreski na teście wzruszyły mnie tak, że paczka chusteczek szybko się skończyła. Przy drugiej ciąży było tak samo. Przy każdej następnej przewiduję powtórkę z rozrywki ;)

Miałam być twarda, bo przy chłopcach trzeba. I lipa. Łezka się w oku kręci praktycznie codziennie.  Może ktoś powie: " to ze zmęczenia". Jednak kiedy moje cztery łapki przynoszą mi swoje rysunki i dokładnie opowiadają co na nich jest, to moje oczka raczej nie szklą się z powodu niewyspania ;)

Ostatnio moje Chłopaki zażyczyły sobie ciasto. Zrobiłam, a przy okazji zarobiłam drożdżowe bułeczki. Nie do końca wyszły tak jak zawsze, bo dodałam za mało cukru (eksperymentuję z trzcinowym ). Tymczasem Maluchy zobaczyły, że chowam bułeczki do lnianej torby i wołają: "Mamusiu nie chowaj". Nie do końca przekonana podaję po jednej bułeczce. Ba, byłam przekonana, że wypieki zaraz do mnie wrócą. I zaskoczenie, bo nie dość że zjedli, to jeszcze poprosili o jeszcze. I usłyszałam: "doble te Twoje bułecki Mamusiu" :) Ach i och. Serce rośnie, pierś do przodu, łezki w oczach. Dla takich chwil warto żyć.

To taki fajny stan: Mamusiowanie. Nigdy nie podejrzewałam, że to będzie moje powołanie. Chociaż rodzinę zawsze chciałam mieć dużą. 

Czasami padam ze zmęczenia. Dosłownie na...twarz :)
Jednak to takie pozytywne zmęczenie. I wiem, że to minie.
Dzisiaj miła pani w sklepie meblowym zdradziła nam w sekrecie (cicho sza!), że za kilka lat to już będziemy mieli z górki. A ja się boję, że nasze Maluchy zaczną się od nas oddalać. I to dla mnie nie będzie z górki. No cóż, trzeba się przygotować. Tymczasem teraz jestem mamą rozczulającą się (wzruszającą?). I tak na razie ma być :)



 Pozdrawiam i ściskam,
wzruszająca się Kasia :)

05/02/14

Dzieciństwo = smak i zapach chleba

Dzień dobry.
Lubię piec chleb. To taki mój sposób na generowanie wspomnień. Dzieciństwo kojarzy mi się z zapachem ciasta drożdżowego, smakiem domowego makaronu i placków ziemniaczanych. Oblizuje się na samą myśl o wypiekach mojej mamy. Pamiętam też z jakim namaszczeniem babcia piekła chleb. Im jestem starsza, tym bardziej te wspomnienia do mnie wracają. 

Chcę żeby moje dzieci też zapamiętały dom poprzez zapach i smak potraw. 

Zapach świeżo upieczonego chleba jest w takim przypadku najlepszy. Nie na darmo w supermarketach, jak grzyby po deszczu, powstają piekarenki ;)
Chcę również nauczyć moje pociechy szacunku do chleba. Postawa archaiczna? Wiem. Jednak mam nadzieję, że wpoję moim dzieciom, że chleb ( i ogólnie jedzenie) trzeba szanować.

Pozdrawiam serdecznie,
Kasia :)

02/02/14

Cynamonowa wpadka

Witajcie :)
Słodyczom powiedzieliśmy bye, bye. Została czekolada. Do kawy jemy owoce. To tak przy okazji, bo chłopcy do południa zawsze pochłaniali jabłka, banany, truskawki itp. Zajadamy się głównie jabłkami. Wymyśliliśmy obie ze Starszakiem jabłka pieczone. Nudne? Niekoniecznie. Postanowiliśmy je troszkę podrasować. Miód, cynamon i orzechy włoskie. I...hmm...nigdy więcej. Cynamonu wsypaliśmy tyle, że zapach mikstury mój M. poczuł już na klatce schodowej. A on nie lubi cynamonu?! :/ Myśleliśmy, że go tymi pysznościami przekonamy, ale jabłka były tak słodkie i cynamonowe, że miałam dość po jednym. Starszak powąchał i kategorycznie odmówił zjedzenia tych  jabłek. Powód: za słodkie (nie spodziewałam się, że dla niego może być coś "za słodkie"!). Cały Tatuś. A Młody? Jemu nic nie przeszkadza. Pałaszował aż miło :) Aż żal było mu odmawiać następnego, ale faktycznie mogło się to skończyć rewolucją małego brzuszka.

Decyzja? Pozostajemy przy zwykłych jabłkach. Cynamonu używamy jedynie do szarlotki. Amen :)
Zapraszam na moje pierwsze Candy.
Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli.

01/02/14

Candy rocznicowo-walentynkowe :)

Witajcie serdecznie
Długo się zastanawiałam czy to już odpowiedni czas na Candy. Myślę jednak, że jest idealnie. Gniazdujemy czyli tworzymy Rodzinę. A oficjalnie rozpoczęliśmy gniazdować 14. lutego 2007 roku. Z tego powodu postanowiliśmy uczcić ten piękny dzień pierwszym ;) malutkim candy. 


Moi drodzy, zasady są niezwykle proste:
1. Zostaw komentarz pod tym wpisem - zachęcam do zgadywania cóż takiego stało się w ten cudny dzień 7 lat temu :)
2. Umieść podlinkowany banerek na swoim blogu
3. Jeśli nie masz bloga zostaw swój e-mail

Zapraszam do obserwacji mojego bloga - będzie mi bardzo miło jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :) 

Przygotowałam dla Was śliczną figurkę Aniołków. Bo każdy z nas powinien mieć obok siebie Anioła, który będzie nas wspierał :)

Aniołki powędrują w odpowiednim opakowaniu :)
A wraz z nimi białe serduszko i cztery, szare filcowe podkładki pod kubki. Oczywiście, wszystko to nowo zakupione prezenty :)


Zgłoszenia przyjmujemy do 8. lutego. Zwycięzce ogłosimy dzień później.
Zapraszam :)
Ściskam mocno, 
Kasia :)

31/01/14

Sentymentalna wyspa skarbów

Dobry wieczór.
Znowu pomyszkowałam na strychu. Zimno tam nieprzeciętnie. Wynosiłam dekoracje świąteczne i tak natknęłam się na nowe skarby. Znalazłam starą lampę. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co z nią zrobić. Na początek postawiłam ją w korytarzu. Celem przemyślenia. Mój M. przyszedł, spojrzał i stwierdził: no way! No cóż, ja też mam z nią pewien problem. Na razie nie ma dla niej nigdzie miejsca, bo jest za ciężka. Muszę zrobić jej lifting. Najprawdopodobniej ozdobi ogród. No chyba, że jeszcze coś wymyślę. 

Czasami zastanawiam się nad tym dlaczego na strychu ląduje tyle rzeczy? W moim domu rodzinnym strych był wyspą skarbów. Stały tam stare żelazka z duszą. Meble moich pradziadków. I ich notatniki, które cieszyły nasze oczy na zjazdach rodzinnych. Motto moich babć: "zostaw, to się może przydać" tak bardzo wbiło się w moją podświadomość, że sama pakuje rzeczy w kartony i wynoszę na strych. Bo mogą się jeszcze przydać ;) Podejrzewam, że większość tych kartonów otworzą dopiero moje dzieci. Nasze babcie przechowywały wszystko bo po wojnie niczego nie było. My chyba z sentymentu i świadomości, że za kilka lat ktoś może się cieszyć z naszych skarbów podobnie jak my teraz z babcinych serwisów i dziadkowych lamp :)
Dobranoc,
Kasia

30/01/14

Pierwsze postanowienie noworoczne

Hej. 
No więc tak. Postanowiłam nie dzielić czasu między dwa blogi. Czas to u mnie towar deficytowy. Dlatego tutaj będę zamieszczać także zmagania naszej rodzinki z codziennością. Wnętrzarsko i tak na razie się nie sprawdzam. Mam nadzieję, że po połączeniu blogów, będzie mnie troszkę więcej. I lepiej mnie poznacie. I nie tylko mnie :) Tym bardziej, że mój M. stwierdził, że jakoś tak mało się nim chwalę. I dostałam zgodę na upublicznienie wszystkich jego rozlicznych zalet :-) Tak więc zabieram się do pracy. Będzie się działo.

Po pierwsze:
Jak już wiecie jest nas czworo. Trzech facetów i ja.
Od razu uprzedzam pytania. Nie planowaliśmy parki (chłopca i dziewczynki). Nie planowaliśmy tylko chłopców.
Mamy ochotę na piątkę.
Na przykładzie aktorki Dominiki Figurskiej stwierdzamy co następuje - się da. W tych czasach i w tym "strasznym" kraju :) Mamy nadzieję, że się spełni. Trójeczka to minimum :)

Na razie jednak jesteśmy w kwadracie.



Pozdrawiam serdecznie,
Kasia :) 

p.s. Znów odwiedziłam strych babci ;)

29/01/14

Szukam ścieżki...

Cześć.
Święta, święta i po świętach.
Rozebraliśmy choinkę, schowaliśmy dekoracje. 
Teraz zastanawiam się co dalej. Jaki będzie ten rok? 
Nie planuje. Bo i po co? Plany swoje, a życie swoje. Tyle razy mnie zaskakiwało, że nie mam już siły planować.Zarysy są, ale konkretów nie ma. Nie będę udawać, że mi to do końca pasuje, ale czy to ważne? Nie jestem wolnym elektronem. Mam rodzinę, której podporządkowałam całe moje życie. Czy mi to przeszkadza? Nie. Były takie momenty, kiedy jeszcze się miotałam. Zastanawiałam czy mi to wyjdzie na dobre. Powoli układam siebie. Wiem czego chce, a na co absolutnie się nie godzę. Ustaliłam priorytety. Rodzina, dom, bezpieczeństwo.
Szukam też ścieżki dla siebie. Czegoś, co byłoby tylko moje. Chciałabym znaleźć swoją drogę, pasję, dla której poświęcę te okruszki czasu wolnego, który jeszcze mi pozostał. 
Szukam, troszkę po omacku, ale wierzę że się uda. 
Trzymajcie kciuki

Pozdrawiam,
Kasia

18/01/14

Rodzinna pasja....

Cześć :)
Bardzo lubię zapach farby drukarskiej. A Wy? 
W naszej małej rodzince mamy wspólną pasję. 
Czytamy. Cały czas, namiętnie. Jesteśmy otoczeni książkami. Każde święta...to nowe nabytki pachnące farbą drukarską. Uwielbiamy relaks z książką. Chłopcy rosną z poczuciem, że książka to nie tylko dekoracja na regale. Książki wciąż na nowo pobudzają ich ciekawość i wyobraźnię. Sami też próbują czytać, a właściwie odtwarzać historie i tworzyć własne na podstawie obrazków z książki.  To mnie bardzo cieszy. A co czytamy?
Wszystko co nam wpadnie w ręce :)

 Zdarza się, że czytam kilka książek jednocześnie. Zazwyczaj jakąś powieść, poradnik i biografie. Na zmianę, w zależności od nastroju lub stopnia zmęczenia.
U mnie na tapecie są ostatnio dwa tomy Carlosa R. Zafóna.
Myślę o kupnie/pożyczeniu trzeciej części, ale najpierw uporam się do końca z tymi, które mam. Czasu mam przy moich Szkrabach mało, ale wieczorem można kilka kartek przewertować ( ostatnio te kilka kartek wystarczy aby ogarnął mnie błogi sen :))


A może polecicie ciekawą pozycję?
Pozdrawiam i mocno ściskam
Kasia :)

14/01/14

Metamorfoza lustra...

Hello...
Ten post miał się ukazać około świąt, ale oczywiście czas jak rzeka wciąż mi ucieka.
To tylko parę fotek, na których widać metamorfozę pewnego lustra.
To lustro wisiało w naszym korytarzu od X lat. Pamiętam je jeszcze z moich wakacji i odwiedzin u babci, więc z pewnością ma coś koło trzech dyszek.
Niestety ząb czasu nie oszczędza nikogo (najbardziej widzę to w okolicach moich oczu :).
Wracając do lustra, jego rama była kiedyś czarna. Niestety farba zaczęła schodzić i lustro nie wyglądało estetycznie. Nawet jak na styl vintage :) Przed świętami, stwierdziłam, że trzeba je odnowić. Wybór padł jak zwykle na złoto. W naszych brązach i beżach ten złoty na dodatkach sprawdza się świetnie (chociaż na początku się bałam, bo ja nawet złotej biżuterii nie lubię).
Przed


Po


Do zobaczenia wkrótce...
Kasia

19/12/13

Zwolnij i uśmiechnij się...


Witam Was serdecznie.
Długo mnie nie było, ale tylko na moim blogu.
Obserwowałam, w miarę możliwości, Wasze blogi. Nazbierałam całe mnóstwo inspiracji na świąteczne dekoracje i nie mam czasu ich zrobić. Pobawiłam się troszkę sznurkiem, troszkę masą solną, ale nie mogę dokończyć.
W październiku miałam dużo pomysłów na podzielenie się z Wami moją rzeczywistością. Chciałam się pochwalić 5. rocznicą ślubu, która minęła 11 października, ale niestety spędziłam ją na izbie przyjęć z babcią, która dostała udaru. Całe szczęście to były początkowe zmiany i dzisiaj już jest ok. Jednak przez pierwszy miesiąc byłam w ciągłym "zalataniu", bo do tego alergia chłopców ukazała się w całym wymiarze. Dlatego mnie tutaj nie było. Czas wolny był dla mnie pojęciem abstrakcyjnym. Teraz zwalniamy. To jest moje życzenie: chciałabym Wam życzyć stopniowego zwalniania obrotów abyście mogły się cieszyć świętami jak dzieci :)

Ściskam, bo dzisiaj bardzo zimno...
Kasia

28/09/13

Zapytajka...

Moje Kochane.
Od dwóch tygodni walczymy z katarem, gorączką, teraz z kaszlem.
Pani doktor stwierdziła, że osłuchowo chłopcy są czyści jak łza.Czwartek wydawał się już końcem kataru i gorączkowania. Tymczasem dzisiaj w nocy kaszel i katar zaatakowały ponownie. Walka trwa nadal.
W związku z tym mam do Was pytanie:
 czy korzystacie z nawilżaczy powietrza?
Jakich używacie? Na co zwracać uwagę przy ich zakupie?

 Nie mam o tym pojęcia, a dostaliśmy zalecenie zakupu takiego nawilżacza. 
Z góry dziękuję za pomoc.

Pozdrawiam,
Kasia



26/09/13

Dom, w którym pachnie chlebem...

To było moje marzenie.
Przytulny dom pachnący chlebem.
I udało się.
Od czasu do czasu, a szczególnie jesienią i zimą piekę chleb. 
To doskonały sposób na cudowny poranek. Szczególnie ten wolny od pracy, przedszkola, prania, prasowania itd.

Do tego chlebka idealnie pasuje koktajl z malin. 
Mhmm. Już nie mogę się doczekać niedzieli. 




A tymczasem życzę Wam owocnego dnia obfitującego w spełnione marzenia :)
Pozdrawiam,
Kasia

23/09/13

Śliwkowy zawrót głowy...

Hej.
Weekend minął jak z bicza trzasnął. 
Siedziałam głównie w kuchni.
Jesień przyniosła mi śliwki.
No to dżem. Taki był plan.
Oczywiście u nas planowanie nie ma racji bytu. 
Śliweczki wyglądały tak kusząco, że nie mogłam się oprzeć i wróciłam do wypieków.




Tak zaczęliśmy miniony weekend. A później się rozkręciłam...:)
Jesień to dla mnie rozpoczęcie nowego sezonu z piekarnikiem w tle. 
Uwielbiam to.
Niedługo pochwalę się jakie wypieki królują u nas jesienną i zimową porą.
Pozdrawiam serdecznie,

17/09/13

Strychomaniaczka myszkuje...

Strychomaniaczka odwiedziła sklepik stworzony dla chomikujących zbieraczy.
Takich jak ja :)
I przepadłam.
Czas otworzyć słoiczek z oszczędnościami.
Tylko gdzie ja te cudne skarby pomieszczę? :)
Zapraszam do myszkowania po szufladach przydasiowo.pl.
Z okazji otwarcia sklepiku jest też candy z super cukierasami.






Pozdrawiam,
 

16/09/13

Jesienne zakupy...

 To moja jesienna inspiracja z salonu Eurofiran na wrocławskich Bielanach.
 Lubię fiolet (wrzos?). 
Jesienna pora kojarzy mi się właśnie z tym kolorem.
W salonie upatrzyłam kwiaty i poduszki.





Powoli kończę porządki.
Dekoracje letnie zastępuję jesiennymi.
Lubię jesień.
Napędza mnie do działania.
Może to konsekwencja tego, że urodziłam się pewnego listopadowego ranka?
W głowie mam już pełno pomysłów na zimowe dekoracje.
Powoli zaczynam zakochiwać się w naszym domu.
Do tej pory z moją miłością do niego było różnie.
Typowa ze mnie skorpionica :) (ale o tym później)

Uściski w ten deszczowy dzień śle Kasia :)


 

15/09/13

Zachwycona...

Czy ktoś zna sposoby na podniesienie poziomu energii?
Bo moja jest na wyczerpaniu.
Dlatego dzisiaj tylko kilka fotek z salonu "Eurofiran" na wrocławskich Bielanach. Te kilka dekoracji wpadło mi w oko i cały czas o nich myślę.




Cudne, prawda. A weszłam z zamiarem zakupu narzuty :)
I jak zwykle nie mogłam się zdecydować.
Inspiracji jest całe mnóstwo. Dama z pierwszego zdjęcia i Aniołki to mój typ.
Chłopcy zachwycili się zebrami.
A dekoracje okienne - bajka :)
Zachwyciłam się.
Kupiłam poduszki i kwiaty.
Pokażę je niedługo jak już przestawię się na dekoracje jesienne.
Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli
Kasia :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...