12/09/13

Jestem...wracam...

Jestem....
Ostatnie tygodnie były szybkie. Za szybkie.
Jak każda mama przeżyłam początek roku.
Starszak poszedł do przedszkola.
Nie wiem kto bardziej przeżywał, my czy On? :)
Na szczęście wszystko poszło gładko.
Mały zachwycił się przedszkolem.
Mój Szkrab rośnie. A tak niedawno był Kruszynką, której nie chciałam nikomu oddać.
O przedszkolu myślałam w perspektywie dużo dłuższej. Nie wzięłam pod uwagę, że on sam zażyczy sobie kontaktu z innymi dziećmi :)
W domu został Maluch - Urwis.

Cała logistyka przedszkolnego przedsięwzięcia zajęła mi resztę czasu, którą jeszcze dysponowałam. Teraz będę nadrabiać. Blogowe zaległości również.


Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda to bardzo się cieszę.
Pochwalę się wyprawą do mojego kochanego Wrocławia.
Wypad był jednodniowy. Oczywiście - spontaniczny. 
I w sumie wpadliśmy jedynie na Bielany.
Oczywiście do Ikei, ale nie tylko.
Na Bielanach jest też "najpiękniejszy salon we Wrocławiu" :)
Wiecie o jakim salonie mówię?
Ja tam  upatrzyłam kilka rzeczy i znów przytachałam do domu :)



Zachwyciłam się tymi dekoracjami.
Pozdrawiam serdecznie,
 

23/08/13

Galeria...

Dzisiaj szybciutko. Galeria. Z tego co akurat było pod ręką. Na prace moich małych Artystów.
Wykonana dosłownie w 5 minut.
Pojawiły się na niej najnowsze prace.
Uprzedzam pytania: nie są na sprzedaż :) dla mnie są bezcenne.
Kolorowy obraz przedstawia pająka. Tak była w każdym razie koncepcja Artysty :)
Młodszy bywalec pracowni stworzył żółte Coś. Z powodu tego, że jest jeszcze małomówny (co niebawem się zmieni - już obserwujemy pierwsze próby tworzenia własnego słownika) obraz nie otrzymał nazwy.
Ja tam widzę smoka, mój M. dzika. A Wy?


 Pozdrawiam,



19/08/13

Panie Sowa, czy mogę...?

Hello.
Dzisiaj taki troszkę refleksyjny post. Bo kiedyś ten dzień musiał nadejść. Nie myśleliśmy, że to tak szybki, ale...no cóż trzeba z tym żyć.
Otóż skończyło się, finito. Nasz starszy syn znalazł sobie inny autorytet. To on podejmuje decyzje, on udziela rad. Łza się w oku kręci, ale trzeba mężnie to przejść.

Starszak większość decyzji podejmuje obecnie po naradzie z Panem Sową. 
Pan Sowa pilnuje wejścia do sypialni.
Starszak konsultuje z nim ważniejsze sprawy zaczynając naradę od...
Panie Sowa, czy mogę...?
1. wejść
2. wyjść
3. pobawić się
4. zjeść
itp. itd.
Pan Sowa rządzi :)

I pomyśleć, że powstał raptem dwa tygodnie temu :)

Pozdrawiam,

16/08/13

Brak planów to też plan?

Hej.
Długi weekend w pełni, ale nie u nas.
Każdego roku obiecujemy sobie, że długie weekendy będziemy planować i jak zwykle nic z tego nie wyszło. Zauważyliśmy jeden wspólny mianownik naszych planów. Gdy tylko zaplanujemy dokładnie choćby jeden dzień, to wszystko się sypie zaraz po przebudzeniu. Moja mama zawsze przestrzegała mnie przed planowaniem. Tymczasem ja czułam się bezpiecznie kiedy miałam wszystko zaplanowane. 

Przy dzieciach się tak nie da. Oczywiście jest rozkład dnia i każda zmiana powoduje pewne, hmm, niedogodności. Jednak zaplanowanie czegokolwiek, ze stwierdzeniem, że jutro na pewno będziemy robić to a tamto, nie mają racji bytu. Czworo ludzi to jest już mały tłum i każdy po przebudzeniu inaczej się czuje i ma inne plany. Na ogół, w dzień wolny, totalny spontan przynosi nam więcej satysfakcji, ale i dużo zmęczenia. Ba, takie dni są najlepsze.

Wczoraj dzień się dziwnie układał. Mój M. zaprosił do nas gości, ale w końcu oni rozmyślili się z odwiedzin.
Wskoczyliśmy w samochód, pojechaliśmy na lody do cukierni oddalonej kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu. Taka niespodziewana wycieczka krajoznawcza dla chłopaków. Potem spacerek bez wyraźnego celu. Wycieczka do lasu, aż w końcu wpadliśmy na kawę do dawno niewidzianej rodzinki. Przegadaliśmy kilka godzin, dosłownie o wszystkim. Nazbierało nam się tego. Uśmialiśmy się i odprężyliśmy na maksa. Dzieciaki zadowolone, wymęczone. Mało tego, oni padli wieczorem jak kawki. A to przy ich niespożytej energii jest wyczynem. Zazwyczaj muszę się z nimi nieźle nabiegać, żeby ich zmęczyć :)
(foto:Wikipedia)
 
A my wieczorem obgadaliśmy wygląd naszego ogrodu, podjęliśmy decyzje o zakupie podkaszarki i stwierdziliśmy, że do tej pory zrobiliśmy więcej niż zaplanowaliśmy :)
Co oznacza, że brak planów może być kreatywny i może przynieść wiele korzyści.
Od dziś stwierdzam: brak planów to też plan.
Pozdrawiam,

11/08/13

A Morfeusza nie ma...

Hej.
W sumie powinno mi się chcieć spać.
Jeszcze kilka godzin temu mogłam się założyć, że zwyczajnie padnę.
Tymczasem wszyscy zasnęli - tylko nie ja.
Po głowie telepie się myśl: "Idź spać kobieto ! Jutro znowu pobudka między 5 a 6. Znowu cały dzień biegania, skakania, gotowania, ogarniania, wycierania, przytulania:) itd. A Ty co? Nie śpisz."
Nie wiem. Nie potrafię. Za dużo myśli. Planowanie jutrzejszego dnia, obiadu, zabaw. 
Jestem zmęczona, ale jednocześnie...teraz jest tak cichutko, żal nie skorzystać z takich chwil :)
Siedzę i się delektuję.
I czekam. Na sen.


 Uściski i dobranoc

05/08/13

Nowe dekoracje z masy solnej...

Witajcie :)
Mieliśmy się pochwalić naszym sposobem na deszczowe dni.
Tyle, że nie potrafimy skończyć bo nie ma deszczu. 
No cóż...takie oto dzieła czekają na malowanie:

Pierwsza partia wg kursów, które znajdziecie tutaj 
Druga taca to ulubione zwierzątka Starszaka czyli....zgadnijcie co to ?
Masa solna to naprawdę fajna sprawa w deszczowe dni.
I są następne dekoracje do pokoju chłopców.
On mi się już śni :)
Na razie zbieram dekoracje i pojedyncze meble.
Niestety termin stworzenia całości wciąż się przesuwa.
Może w końcu się uda :)
Buziaki

31/07/13

Korzystam z dzieciństwa...:)

Witam...:)
Uwielbiam tę chwilkę kiedy Maluch słodko drzemie przed popołudniowym szaleństem.
Starszak poszedł przećwiczyć babcię ( swoją prababcię !). Czytanie bajek, malowanie, śpiewanie, rozpieszczanie łakociami i bezmiar miłości - to dostają moje dzieci od babć i dziadków :)

A ja jestem mamą. Mam wpojone poczucie obowiązku za ich zdrowie, wychowanie...
A za szczęście? Staram się. Nie chcę za kilka lat płakać nad podobnym tekstem....

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.

Diane Loomans

Gdy tylko robię się za poważna, taka matkowata zamiast mamusiowata, czytam ten tekst i mi przechodzi :) A wtedy przytulam, ściskam, tańczę, maluję, lepię...korzystam z ich dzieciństwa, żeby bezkarnie się bawić ;)


W niedługim czasie pokażę co stworzyliśmy przez wczorajszy deszcz.

Czekamy jeszcze tylko na dostawę farb, bo brakło !
Na szczęście Tata jest na posterunku i obiecał, że dowiezie.
Buziak dla niego :)

Pa 




29/07/13

Dzisiaj planujemy...nicnierobienie...

Tzn. nic poza to co zrobić musimy :)
No tak to niestety jest, że zupełne nic nierobienie w grę nie wchodzi.
Dzieci powietrzem żyć nie będą.
Chociaż Kubuś próbuje mnie przekonać, że się da :)
Obiad musi być - to podstawa :)
Ogarnąć dom też trzeba...
Szkoda, żebyśmy się o zabawki potykali.
Jednak nie będziemy szaleć.
Upał wykańcza.
Lista rzeczy do zrobienia musi poczekać.
Dzisiaj planujemy spokojnie przeżyć kolejne dzień tropików.
Chłopcy już są zmęczeni, więc nic nie robimy.
Zaopatrzeni w butelki z wodą, zastanawiamy się co zrobić na obiad. Może naleśniki z dżemem wiśniowym.
Oj mamy go dużo :)
Tu tylko kilku przedstawicieli, którzy tworzą dekorację mojego blatu roboczego :)

A jak chłopcy zasną...
to chyba sobie poigłuję :)


Mam jeszcze przynajmniej tydzień przymusowego urlopu...więc korzystam. A co :)

Pozdrawiam z gniazda, w którym dzisiaj nic dziać się nie będzie 



28/07/13

Miętowo - cytrynowo czyli upalnie...

Cześć.
Upał daje nam się we znaki.
Wszystkim.
Połowa dnia, a chłopcy są już zmęczeni.
Ratujemy się jak możemy.
Na upał najlepsza jest woda.
Cytrynowo - miętowa.
Własnej roboty :)


Mhmmmm...pycha...:)
Trzymajcie się chłodno ;)
 Pa

25/07/13

Skończone...i remont i baterie :)

Hello...:)
Malowanie pokoju nastolatki zakończone. Nie miałam w tym praktycznie żadnego udziału, ale mogę pochwalić, że wyszło przyjemnie. Dla zbuntowanej nastolatki takie połączenie kolorów jest ok. Teraz nadszedł dla niej czas układania wszystkich skarbów i dobierania nowych dekoracji. Najprawdopodobniej zdecyduje się na srebro, ale....to się jeszcze okaże :)

Podczas poszukiwań wpadłyśmy oczywiście Westwing i znalazłyśmy to


Lampy Kafti Design i pufy Emerald. Ciekawe i pasujące do wnętrza. Cena też ciekawa, więc trzeba będzie wyciągnąć świnkę-skarbonkę i zacząć zbierać. Przynajmniej jest już pomysł na prezent :)

Kilka intensywnych dni. Kursowanie między dwoma domami. Walka z wiśniami (tak, tak nazbierałam ich tyle, że mam prawie 30 słoiczków + 8 paczek w zamrażarce), codzienne obowiązki, powrót kataru u chłopców ....i wysiadłam.
Wczoraj miałam wieczór kulminacyjny czyli moje baterie sygnalizowały wyczerpanie. Na szczęście mój M. wie jak sobie z tym radzić. Okrycie kocykiem, przyłożenie głowy do poduszki, zdanie "wszystko będzie dobrze, śpij" i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Nic innego nie działa. Mogę biegać dwa tygodnie na zwiększonych obrotach, ale zwyczajnie padam i zasypiam :)

Teraz ruszam do boju.
Maluch właśnie wstał po przedpołudniowej drzemce :)
 Buziaki 

24/07/13

Fiolet i zieleń i marzenia nastolatki...


Witajcie :)
Ten tydzień upływa nam pod znakiem remontowania (modernizacji ?!) pokoju mojej najmłodszej siostry.
Uwijamy się z naszymi zajęciami,a potem szybciutko jedziemy do mojego rodzinnego domu, w którym staramy się pomóc jak tylko możemy. 
Moja siostrzyczka zainspirowała się poniższym zdjęciem, a dokładniej połączeniem koloru zielonego z fioletowym. Kanapę ma niebieską więc teraz zostaje tylko dokupienie dekoracji w odpowiedniej kolorystyce. Poradźcie nam gdzie znaleźć dekoracje i akcesoria do pokoju nastolatki. M. chce żeby były w takiej o to kolorystyce. Część inspiracji znalazła tak jak to zdjęcie tutaj i tu. Jednak nadal szukamy. Tylko gdzie znaleźć dodatki w stylu pop art i modern, ale typowo do pokoju nastolatki?
 




Naturalnie IKEA też wchodzi w grę.



 Niestety najbliższy sklep jest troszkę daleko (ok. :) 170 km ), więc na razie skupiamy się na necie.

Macie jakieś typy? :)
Z góry dzięki za wszelkie podpowiedzi i inspiracje.
Buziaki 





23/07/13

Dziś jest ten dzień...

Hej Kobietki :)
Dziś jest znów ten dzień.
Ten kiedy mam więcej zaplanowane niż mieć powinnam.
Czuję...ba...ja to wiem, że nie zdążę.
I pomimo obietnic, że w dni powszednie słodyczy się nie tykam, już zasada została złamana. Stres pokonany.
I musiałam Wam to napisać, bo komu jak nie Wam. A teraz lecę. Bo nie zdążę....;)
Pa :))))

21/07/13

Przetworowo...urodzinowo...

Cześć!
Sobota już prawie za nami. Ja już żyję powoli niedzielnym rosołkiem. Sobota to taki dzień, kiedy mam dużo zaplanowane, ale na ogół połowę muszę przełożyć na później. Obowiązkowo sprzątamy. Tu nie ma zmiłuj. Na szczęście moi chłopcy wyrywają się do odkurzacza (na razie), więc jest sprzątanie, jest impreza :) Zastanawialiśmy się dzisiaj, czy ściągnąć dekoracje z imprezy urodzinowej Kubusia. Stanęło na pozostawieniu balonów jeszcze przez kilka dni :)

Czasami patrzę na moje dzieci i nie mogę nadziwić jak ten czas szybko leci. Mój mały Synek skończył trzy lata. Hmm, a ja wciąż mam przed oczami tę maleńką Kruszynkę, którą przyniosła mi położna :)


Dziś już tydzień po urodzinach, a ja znów powspominałam. No cóż, przy drylowaniu wiśni miałam  czas na rozmyślanie.
No właśnie. Ten tydzień minął mi pod znakiem zrywania, mrożenia, gotowania i wekowania. Tym razem na tapecie były wiśnie. To kolejne zapasy po truskawkach :)
Część zamroziłam - ciasta i desery z mrożonymi owocami to zimowe bomby witaminowe :)
Resztę przerobiłam na dżemy. Wyszło 10 słoików. Na razie :)








 A teraz zmykam spać....
Miłych snów

14/07/13

Złoto i biel...

Witam Was serdecznie :)
Obiecałam wnętrzarski  post i jest. 
Moja najmłodsza siostra przybyła mi z odsieczą i cały ostatni tydzień spędziła u nas. To duże odciążenie, szczególnie po dwóch tygodniach choroby. Podziękowania to za mało, żeby odwdzięczyć się za pomoc przy chłopakach. Dzięki temu, że cała ich uwaga skupiona była na cioci ja mogłam poszaleć ze sprzątaniem, praniem, prasowaniem, myciem okien, koszeniem trawnika itp. :)
I w końcu zajęłam się krzesłami ogrodowymi. 


Krzesła wynalazłam oczywiście na strychu. Do kompletu zniosłam jeszcze stary taboret. Wyczulona na takie skarby, w pomieszczeniu gospodarczym moje czujne oko wynalazło jeszcze jeden taboret. 
Pstryknę więcej zdjęć jak już wszystko zostanie odmalowane i "stosownie" ozdobione :)

Pod pędzel (a właściwie w tym przypadku spray) dostała się także moja pierwsza ramka na zdjęcia i osłonka na doniczkę.

 

Kolory nijak nie pasowały do naszych brązów, beży i bieli :)
 Złota farba do dekoracji na Boże Narodzenie w końcu znalazła swoje letnie przeznaczenie :)




 Zestaw mebli ogrodowych mimo, że jeszcze nie dokończony już wczoraj miał swoją premierę. 
W komplecie z poduszkami okazał się strzałem w dziesiątkę :)
Nasz Starszak skończył wczoraj trzy latka, a więc świętowaliśmy cały dzień :)
Dzisiaj odpoczywamy :)
 Pozdrawiam i życzę udanej niedzieli

09/07/13

Małymi kroczkami do zdrowia...i drugi blog :)

Witam Was w ten słoneczny dzień.
Znów wykorzystuję drzemkę Malucha, żeby tu u Was pomyszkować :)
Tak, wiem miało być wnętrzarsko. Będzie, obiecuję. Ale jeszcze nie teraz. Na razie mogę się pochwalić, żeby pokonaliśmy kryzys i powoli odzyskujemy zdrowie. HAPPY :)

Jednak tak ponad dwutygodniowa walka z infekcją zainspirowała mnie do stworzenia nowego bloga, na którym będę zapisywała swoją codzienność w walce o zdrowie moich Szkrabów. To chyba następny sposób na rozciągnięcie doby :)
Jeżeli jesteście ciekawe jak sobie radzimy to zapraszam na 

A tu pochwalę się moim bluszczem, który dostałam od kochanej cioci Jadzi. Cioteczka na moje zachwycone tym kwiatem spojrzenie zareagowała tekstem: trzymaj, ja wyhoduję sobie nowy. 
Buziale dla Cioci :) 

Zdjęcie troszkę kiepskiej jakości, ale będę Was męczyć jego zdjęciami, bo codziennie jest większy :)
W moim panieńskim pokoju miałam kilka odmian, które uwielbiałam.
Niestety studia, a potem przeprowadzka sprawiły, że zapomniałam o bluszczach. Teraz na nowo je odkrywam.
Podobnie jak zioła i paprocie. Tymi ostatnimi muszę się obsadzić z powodu wilgotności powietrza, która u nas powinna być dość duża :)

Pozdrawiam Was serdecznie.
Buziaki




05/07/13

Używacie orzechów piorących?

Dopadła nas choroba. Chłopcy walczą z kaszlem i katarem. Nie jest ciekawie. Widmo szpitala jest realne, chociaż na razie został odroczone. Jesteśmy rodziną alergików więc musimy sobie  z tym radzić. To niełatwe, zwłaszcza w starym domu, którego podłogi położone są na betonowej wylewce z lat 70-tych. Podłoga zresztą też z tych lat. Czekają nas generalne remonty, ale na razie...musimy uzbroić się w cierpliwość. Ciułanie na taki remont troszkę potrwa. Na razie staramy się stworzyć warunki, które pomogą chłopcom borykać się z każdą inwazją kurzu i pyłków. Mamy doświadczenie, które wynieśliśmy oboje z domów rodzinnych. Dziękujemy naszym Rodzicom.

A teraz z innej półki: Używacie orzechów piorących


Jeśli tak, to podzielcie się opiniami.

Chciałabym używać jak najmniej chemicznych środków w otoczeniu dzieci. Soda i ocet to już u nas podstawa. Teraz zastanawiam się nad orzechami. Pralka chodzi u nas min. 3 razy w tygodniu, a do trudnych plam używałam szarego mydła. Wypróbowałam też spray na plamy. Owszem spiera większość, ale rozpuszczalnik w składzie mnie przeraża.

Dziękuję za opinie i podpowiedzi. 
Obiecuję, że następnym razem będzie bardziej wnętrzarsko :)
Na razie nie mam do tego głowy.

Pozdrawiam Was z "zakichanego" Gniazda" ;)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...