środa, 16 września 2015

Mówiłam, że marzenia się spełnia. Dowód nr 2


 Kochani
Pamiętacie jak pisałam, że marzenia się nie spełniają? Otóż, w tej kwestii zdania nie zmieniłam. Nadal uważam, że marzenia się spełnia. Z tego powodu znów wysłałam opowiadanie do tomiku wydawanego przez pisarkę Magdalenę Kordel. To opowiadanie przedstawię Wam poniżej.



Jednak zanim zdenerwowana udostępnię Wam moje opowiadanie, chcę zachęcić Was do spełniania marzeń. Jeśli chodzi o te związane z pisaniem to informuję, że Magda Kordel właśnie ogłosiła następną edycję. Szczegóły znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.
Polecam, bo to fajny sprawdzian własnych umiejętności i samodyscypliny.

Do tej pory uczestniczyłam w dwóch edycjach. Niektórzy z Was pamiętają Basię, której dosłownie jeden list namieszał mocno w życiu. To opowiadanie znajdziecie TUTAJ.

Tym razem na tapetę mieliśmy wrzucić różne oblicza miłości. Bohaterką jest Anita, ale cała historia to powrót do przeszłości bliskich jej osób. I próba zrozumienia różnych obliczy miłości. Zapraszam :)  

Powrót zimową porą
 Dom, który obserwowała nie był duży. Biały, parterowy z użytkowym poddaszem, garażem z lewej strony i tarasem z drugiej. Zresztą taras był narożnikowy, druga jego część niknęła za domem i wtapiała się w pięknie ośnieżony ogród. Frontowe drzwi, usytuowane naprzeciw furtki, zapraszały do wejścia, uroczym białym wiankiem. W jednym z okien frontowych migotało rozproszone światło lampki ustawionej na parapecie. Za domem, w oddali majaczyło pasmo wzgórz, za którymi kryła się dolina. Anita doskonale wiedziała, że nad doliną królują ośnieżone góry. Ukochane i wytęsknione z majestatycznym Śnieżnikiem, królującym nad całym terenem. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i jeszcze raz spojrzała na dom. Oparła dłoń na klamce furtki, ale raptownie ją cofnęła, gdyż zza domu dobiegły ją krzyki i piski przeplatane szczekaniem psa. Zresztą szybko zobaczyła galopujące zwierzę, które posturą przypominało raczej młodego niedźwiedzia oblepionego śniegiem niż psa.
- Azja wracaj! Do nogi! - zza rogu domu wybiegł wysoki, czarnowłosy chłopiec na oko siedmioletni, ale Anita doskonale wiedziała, że chłopiec ma dokładnie pięć lat.
- Cześć – odezwała się pierwsza.
- Dzień dobry. Pani do nas?
- Tak Kacperku – głos Anity nieznacznie zadrżał, ale szybko się opanowała widząc zdziwienie w oczach malca, który po chwili odwrócił się w stronę domu, z którego rozległo się wołanie:
- Kacper! Zabierz Azję i wpuść Panią na podwórko. Za zimno na sterczenie przy furtce.    Chłopiec posłusznie złapał psa za obrożę i spróbował odciągnąć w stronę tarasu. Niestety nie mógł sobie poradzić z szarpiącym się zwierzęciem, więc na pomoc przybiegł mężczyzna, który wcześniej stał w drzwiach wejściowych. Za nim, na ganek, wyszła kobieta. Jej piękny, dobroduszny uśmiech sprawił, że w oczach Anity znów pojawiły się łzy. Zdjęła kaptur pikowanego płaszcza i przez łzy uśmiechnęła się do zaskoczonej trójki mieszkańców białego domku.
- Anita?! - kobieta nie bacząc na to, że na nogach ma tylko klapki, wbiegła na zaśnieżony chodnik i wpadła w objęcia młodej dziewczyny. Zanosząc się szlochem powtarzała jej imię. Wtedy mężczyzna zdał sobie sprawę, kogo obejmuje jego żona. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Wejdźcie do domu, bo Zofia się przeziębi – spojrzał na Anitę, której wzrok wciąż spoczywał na małym chłopcu.
- Taki podobny...on jest jak miniaturka...- pomyślała dziewczyna
Powoli całe towarzystwo weszło do domu zostawiając zdezorientowanego psa na tarasie. Chłopiec szybko się rozebrał i pobiegł umyć ręce. Anita odprowadziła go wzrokiem.
- Pani Zosiu, on jest taki podobny. Te oczy, te ruchy...
- Tak, kochana. To skóra zdjęta z Wojtka – Zofia zamyśliła się po czym nastawiła wodę w czajniku
- Po co Ty w ogóle wróciłaś? – Marek nie owijał w bawełnę
- Byłam na cmentarzu. Chciałam odwiedzić grób dziadków. Zobaczyłam grób Asi. Nie wiedziałam, że ona...
- Rok po Twoim odejściu. Asia walczyła dla Kacpra, ale choroba była silniejsza. Wojtek nie umiał sobie z tym wszystkim poradzić. Twoje odejście było dla niego ogromnym ciosem, a tu jeszcze choroba Asi. Opiekował się nią jak mógł, ale ona wciąż wypominała mu, że nigdy jej nie kochał. Widziała przecież to co my. Tęsknił za Tobą niesamowicie. Mizerniał w oczach. Nie mogłam na to patrzeć.
- Po co to wszystko opowiadasz? - Marek przerwał żonie
- A dlaczego nie? Wybacz, ale Wojtek nie kochał Asi.
- Kochał, nie kochał. Dziecko by ich scementowało. Asia była dobrą, pobożną dziewczyną.
- Och już przestań bredzić. Asia, świeć panie nad jej duszą, pobożna była tylko dla Ciebie. Wiedziała jak sobie Twoją życzliwość zaskarbić. Co przyszło z tego, że Wojtek się z nią ożenił. Ani on jej nie kochał, ani ona jego. Przecież sama przyznała, że to było tylko odegranie się na tym chłopaku co ją zostawił. Pomyśl tylko. Taka pobożna, ale brak ślubu nie przeszkadzał jej w tym, żeby pójść do łóżka. Przypominam, że z naszym synem, który zresztą miał narzeczoną. O właśnie tę biedną dziewczynę – wskazała na Anitę.
- Ja tam nie wiem czy ona była taka biedna. Asia zakochana w Wojtku była na pewno, to mogła się ewentualnie zapomnieć. Ten jeden raz. Dzięki temu mamy wnuka. Gdyby nie ta tutaj – kiwnął na Anitę – to byliby szczęśliwą rodziną. Wszystko rozbiła.
- Panie Marku, ja niczego nie rozbijałam. I dobrze Pan o tym wie. Spotykaliśmy się z Wojtkiem długo przed tym feralnym spotkaniem firmowym. Kiedy się dowiedziałam, że Kacper jest synem Wojtka, odeszłam. Sam mi pan przecież zasugerował takie rozwiązanie sprawy.
- Co takiego?! - Zofia już nie trzymała nerwów na wodzy – coś Ty znowu wykombinował?
- Nie słuchaj jej. Znów chce namieszać.
- Przepraszam, nie powinnam była tutaj przychodzić. Pani Zosiu, niech Pani mi wybaczy to najście. Już wychodzę – dziewczyna pośpiesznie skierowała się ku wieszakom w korytarzu
- O nie kochana, siadaj!– Zofia oparła ręce na biodrach i spojrzała na dziewczynę – powiedz mi jedno. Czy mój mąż pomógł Ci w podjęciu decyzji o odejściu od Wojtka?
- Ja nie...przepraszam. Już wychodzę – Anita złapała za plecak, a wtedy do korytarza wpadł Kacper
- Anita, proszę Cię, wejdź do kuchni – Zofia wyraźnie zdenerwowana starała się ukryć emocje przed wnukiem
- Anita? Anita?Ja wiem kim Pani jest – mały spojrzał dziewczynie prosto w oczy
- Naprawdę? Znasz mnie?
- To przecież Pani odwiedza tatę w nocy!
- Co takiego?! - Zofia i Marek nie kryli zdziwienia
- Jak to. Ktoś przychodzi do Wojtka? W nocy? - Marek spojrzał groźnie na Kacpra
- Kacperku, chyba mnie z kimś mylisz – Anita wstała i ze łzami w oczach sięgnęła po kurtkę. Informacja o tym, że Wojtek ma kochankę, była jak cios w serce. Chociaż mogłam się tego spodziewać. Minęło tyle lat – pomyślała dziewczyna – po czym szybko dodała - Myślę, że czas już na mnie. Dziękuję. Przepraszam. Do widzenia – jej słowotok został przerwany przez chłopca, który patrząc na babcię stwierdził:
- No przecież babcia mówi do Pani Anita, prawda? A tata często woła przez sen: Anita, proszę wróć do nas! Nie zostawiaj nas!
- Co takiego? - Anita spojrzała na chłopca

- Kacper ma racje – wszyscy zebrani w korytarzu jak na komendę odwrócili głowy w stronę drzwi wejściowych – bardzo często odwiedzałaś mnie w nocy.
W drzwiach stał wysoki, młody mężczyzna. Niebieska, puchowa kurtka kontrastowała z ciemnymi kosmykami włosów i szarymi oczami. Podobieństwo z małym detektywem było uderzające.
- Tata! - Kacper rzucił się ojcu na szyję – zobacz kto nas odwiedził. Twoja koleżanka ze snów
- Ja...nie powinnam była...przepraszam – głos odmawiał Anicie posłuszeństwa. Tyle razy wyobrażała sobie, że wróci, że rzuci mu się w ramiona i powie jak bardzo tęskniła. I kocha. Tymczasem ciało stało w miejscu, umysł przestał pracować. Łzy, które spływały po policzkach paliły ją bardziej niż rozżarzone węgle.
- Powinnaś była. I dobrze zrobiłaś, że wróciłaś – pani Zosia złapała dziewczynę za ramiona, pocałowała w policzek, wytarła łzy i szepnęła – ale teraz już nie damy Ci uciec.
Puściła oko do dziewczyny i zwróciła się do męża – Marek, zawołaj Azję. Wojtek i Anita wyprowadzą ją na spacer. Dłuuugi spacer- zwróciła się do syna
- To ja też pójdę – Kacper natychmiast naciągnął śniegowce
- Ty nie...
- Mamo, daj spokój, niech idzie – Wojtek pocałował Zofię w policzek, skinął ojcu i otworzył drzwi
- To jak? Idziemy? - spojrzał na Anitę
- Tak. Już się zbieram.

Minęli dom i skierowali się w stronę wzgórz. Świeży śnieg utrudniał spacer, na szczęście ktoś odśnieżył ścieżkę prowadzącą do lasu. Azja i Kacper wpadali na siebie w radosnym, ale szczególnie chaotycznym biegu. Wojtek spojrzał na Anitę. Nic się nie zmieniła – pomyślał – pociągła twarz z pięknymi oczami, w których dawniej dosłownie tonął za każdym razem kiedy na niego patrzyła. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe dodawały jej twarzy szlachetnego rysu, który ona umiejętnie podkreślała włosami spiętymi w mały kok. Uwielbiał jej długie włosy, w przeszłości pachniały różą, zastanawiał się czy nadal używa tego samego szamponu. Tego, którego on omijał szerokim łukiem na sklepowych półkach. Odkąd go opuściła widok znajomego opakowania zawsze wiązał się z ukłuciem w okolicach mostka i przyspieszonym oddechem.
Anita przystanęła i wyciągnęła z plecaka aparat fotograficzny.
- Mogę? - spytała i kiwnęła głową w stronę chłopca biegającego wokół wielkiego psa
- Jasne – Wojtek spojrzał jak dziewczyna przykuca i uśmiecha się podczas ustawiania kadru
- Tym się teraz zajmujesz?
- Między innymi. A Ty?
- Strony internetowe. Twój pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.
- Tak Ci się spodobało? - Anita pytała nie odrywając aparatu od twarzy. Miała nadzieję, że wszystkie te rytualne czynności uspokoją jej drżące ręce, a przede wszystkim oszalały puls.
- To fajna praca. Jak układanie puzzli albo klocków. Miałaś nosa. Wiedziałaś, że mi się to spodoba, kiedy podsuwałaś mi kurs webmastera. Znałaś mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
Dziewczyna przestała robić zdjęcia, wstała i spojrzała na wzgórza.
- Nie znałam. A może zbytnio zaufałam.
- Widocznie tak. Mogę Cię jedynie jeszcze raz przeprosić. Nie żałuje jednak tego co się stało w czasie tej imprezy firmowej.
Anita spojrzała na niego wyczekująco
- Nie żałuję, bo gdyby nie ten feralny, grudniowy wieczór, nie miałbym Kacpra. Wiem, że może dziwnie to brzmi, ale tak właśnie myślę. Wiesz, ja już nie wyobrażam sobie bez niego życia. Nie będę Cię prosił o to żebyś zrozumiała, ale...
- Rozumiem – wyszeptała
- Naprawdę? Przecież zawsze powtarzałaś, że...
- Wiem. Nie przepadałam za dziećmi. Dopóki po wyjeździe nie musiałam szukać nowej pracy. Znalazłam ją w przedszkolu. Jako pomoc kuchenna, ale w rezultacie często siedziałam z dzieciakami i czytałam im bajki, pomagałam rysować, pomagałam na placu zabaw. Wiesz to było przedszkole integracyjne. Dzieci niepełnosprawne, niedosłyszące i niedowidzące. Cudowne, małe szkraby, które radzą sobie w życiu dużo lepiej niż my dorośli. Te dzieciaki pomogły mi się podnieść, po tym co tutaj mnie spotkało. Poza tym, wiele się od nich nauczyłam. I wiele zrozumiałam. To ja muszę Cię przeprosić...
- Za co? Nie rozumiem.
- Nie brałam pod uwagę tego jak bardzo chciałeś mieć dzieci. To nie było tak, że ich nie lubiłam. Nie czułam jednak instynktu macierzyńskiego. Nie widziałam się w roli matki, a może zwyczajnie bałam się tej odpowiedzialności. Myślałam, że na dzieci będę miała zawsze czas i pewnie kiedyś będę chciała je mieć. Na pierwszym miejscu stawiałam karierę i moje marzenia. O Twoich nie myślałam. Wydaje mi się, że tym zachowaniem, sama Cię wepchnęłam w ramiona Asi – Anita nie kryła już emocji, które od lat ukrywała głęboko w podświadomości
- Anitka, nie opowiadaj głupot. Gdybym wtedy się nie upił...
- To nie miałbyś Kacpra. I pewnie, żadnych widoków na dzieci. Bo ja najprawdopodobniej nie mogę ich mieć. Ot, taka mała wada, jak stwierdził ginekolog – dziewczyna ukryła twarz w dłoniach – Asia była dla Ciebie lepszą partią.
 

- Wymarzoną żoną, jak twierdził mój ojciec. Skarbie – Wojtek objął szlochającą dziewczynę i mocno pocałował ją w czoło – kiedy odeszłaś cały świat stanął w miejscu. Badania DNA potwierdzające moje ojcostwo tak naprawdę nie były mi potrzebne, bo jak pokochałem tego szkraba od pierwszej chwili kiedy go zobaczyłem. Wiedziałem, że jest mój. I wydawało mi się, że wszystko się ułoży. Trzymałem go w ramionach i wyobrażałem sobie jak zabieram go do naszego domu. Naszego, rozumiesz? Asia byłaby częścią mojego życia, ale jako matka mojego syna. Nie żona. To z Tobą nadal chciałem się ożenić. I to jak najszybciej. Wiedziałem, że bardzo Cię zraniłem. Chciałem Ci to wynagrodzić. Ty jednak odeszłaś. Wiem co powiedział Ci ojciec.
- Skąd wiesz?
- Przyznał mi się po śmierci Asi. Byłem na niego wściekły, próbowałem go zrozumieć. Po wyznaniu, że to on skłonił Cię do odejścia ja nie potrafiłem z nim dłużej mieszkać.  Wyprowadziłem się do Lądka Zdroju.
- On mi tylko zasugerował, ale to była moja decyzja.
- Nie oszukujmy się. Nie odpowiadał mu Twój silny charakter. Nie potrafił sobie z nim poradzić. Bał się, że zabierzesz mnie z domu rodzinnego do Poznania i będę tu wracał tylko na święta. Ciąża Asi to był idealny pretekst, żeby się Ciebie pozbyć. I to w białych rękawiczkach. Manipulował wszystkimi. Mamą, mną, potem Asią. W końcu wydało się, że nawet z Tobą mu się udało. Uwielbiał kontrolować wszystko co się wokół niego działo. Moja żona miała być tylko dodatkiem. Kimś kto urodzi dużo wnuków. Kimś, kto nie będzie miał dużo do powiedzenia. Kimś, kto będzie w niego wpatrzony jak w obrazek. Tak naprawdę zmieniła go choroba Asi. Chyba miał wyrzuty sumienia, ale też po raz pierwszy nie miał nad czymś kontroli. Natomiast ja musiałem się zorganizować. Opiekować się Asią, Kacprem , a nawet rodzicami Asi. Do ojca dotarło, że jestem dorosły. To był dla nas wszystkich trudny czas. Żałowałem wtedy jednego. Tego, że nie ma Ciebie przy moim boku. Zawsze byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Wiedziałem, że dodawałabyś mi otuchy i siły. A tej bardzo potrzebowałem. Miałem przecież maleńkiego synka – spojrzał na Kacpra. Maluch oblepiony śniegiem, lepił bałwana, którego Azja co chwilę burzyła ogonem. Radosny śmiech chłopca obudził dorosłych z letargu. Anita uśmiechnęła się przez łzy. 
- Proszę Cię, wróć do nas. Nie zostawiaj nas – Wojtek szepnął Anicie do ucha
- Wróciłam. I już nie zostawię – uśmiechnęła się i mocniej wtuliła w stęsknione ramiona Wojtka.



Mam nadzieję, że Wam się podobało :)

Uściski, Kasia :)

4 komentarze:

  1. Gratuluję! To prawda - marzenia się spełniają i nigdy nie wolno się poddawać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podobało! Naprawdę sama napisałaś tę historię? Mam nadzieje że Anita i Wojtek już się nie rozstaną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że Ci się podobało. Twoja pozytywna opinia to dla mnie jak wiatr w żagle :) A jeśli chodzi o Anitę i Wojtka to myślę, że jeśli ktoś tak długo czekał i nadal kochał tę drugą osobę, to już jej drugi raz z rąk nie wypuści :) Pozdrawiam i przesyłam uściski :)

      Usuń

Dziękuję ślicznie za komentarz i zapraszam ponownie :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...