poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Mama chora...hulaj dusza, piekła nie ma ;)

Dzień dobry.
W końcu i mnie dopadło.
Od trzech tygodni męczyłam się z gardłem. No i okazało się, że chyba jednak nie było zaleczone, bo mnie rozłożyło. W ciągu dziesięciu minut. Przy dzieciach nie ma zwolnienia, o wygrzaniu choróbska w łóżeczku też można pomarzyć. 

Do tej pory, gdy tylko czułam, że jakiś wirus chce mnie rozłożyć stosowałam ten sam rytuał. Dawka paracetamolu na noc, następnie kładłam się spać jak tylko chłopcy zasypiali, a rano wstawiałam rosół na wzmocnienie. I przechodziło. Tym razem nie dało rady. W czwartek wieczorem rytuał. Piątek rano - byłam tak słaba, że nie wiedziałam czym mam się zająć. Ubrana w dwa polary miałam nadzieję, że mobilnie wypocę to choróbsko. Niestety gorączka skakała jak chciała ( a ja nigdy nie mam gorączki!). Na szczęście moje Skarby położyły mnie do łóżeczka. Ugotowali mi rosół ( na niby) i schaby (też na niby). Zjadłam ze smakiem,więc położyli się obok i zaczęli śpiewać: "AAA aaa kotki dwa, sare, bule oby dwa". 
Zasada jest taka: oni śpiewają, ja zamykam oczy i udaję, że śpię. W tym przypadku postąpiłam tak samo i nagle słyszę Kubę: "To co budzimy ją?"
Zanim się zorientowałam, pobudka na całego. Uwierzcie mi, przy gorączce ponad 38 i bólu głowy jak po wizycie dzięcioła, pobudka w wykonaniu moich synów to hardcore.

Jednak moje ciało domagało się łóżka, więc namówiłam chłopaków na kolorowanki, sama poległam na kanapie. Przymknęłam oczy. Ból głowy jakby zelżał. Poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Otworzyłam oczy...i zobaczyłam niebieską kredkę wycelowaną prosto w moje prawe oko. 
W czasie mojej piątkowej niedyspozycji:
Gabriel 
1. Chciał koniecznie nauczyć się samodzielnego pokonywania schodów.
2.Stwierdził, że święta się skończyły, więc pisanki na stroiku są niepotrzebne.Przyniósł zgniecione i stwierdził, że się popsuły. No faktycznie to był ich czas.
3.Uparł się, że będzie samodzielnie zmywał. Dwa razy go przebierałam. U babci ukręcił perlator (końcówka kranu).
4. Wysypał wszystkie zabawki na środek pokoju, po czym stwierdził, że: "same wysły". Tłumaczenie: jak same wyszły to on nie sprząta, bo sprząta ten co rozrzucił. Proste, prawda?
Kuba:
5. Energia go rozpierała. Co prawda wzięłam ich na dwór, ale po godzinie wróciliśmy po pogoda się zepsuła. Biegał po domu, buczał i wołał, że jest najszybszą wyścigówką na świecie.
6. Chaos w pokoju odpowiadał mu do momentu, w którym trzeba było zabawki posprzątać. Stwierdził, że nie będzie ich sprzątał, bo nie on rozrzucił tylko Gabryś. A Gabryś? Patrz pkt. 4 :)

Piątek ogarnęłam, dzięki temu, że wieczorem miały przyjechać moje siostry. Na hasło" ciocie przyjadą" chłopcy sprzątali zabawki w takim tempie, że aż miło było patrzeć.

Niestety w sobotę mnie rozłożyło totalnie. Pół dnia dawałam radę, chociaż plan był na cały dzień. Mój M. wrócił na obiad do domu, przejął chłopaków, zapakował mnie do łóżka i...więcej grzechów nie pamiętam. Choroba mnie rozłożyła, gdy zdałam sobie sprawę, że chłopcy są bezpieczni, bo pilnuje ich tata. Gorączka 39, puls 108, ból głowy po pępek. Ostatnio mój organizm zastrajkował w taki sposób 5 lat temu ( byłam w ciąży z Kubą i przerażenie z tamtych dni będę pamiętała jeszcze długo). Chłopcy skupili się na tacie. Dali mu popalić, ale on mężnie to znosił. Dziś wróciliśmy do swoich codziennych obowiązków.
Chłopcy chyba się uspokoili.
Życzę zdrowia w czasie tej deszczowej wiosny.
Pozdrawiam serdecznie,
Kasia


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję ślicznie za komentarz i zapraszam ponownie :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...