poniedziałek, 5 stycznia 2015

Wygoluj się...

Cześć,
dawno nie pisałam o słowotwórczych nowościach. A tymczasem w naszym domu pojawił się "wałkowacz". Był nam potrzebny do..."pierniczenia" :)



"Wałkowacz" jest na zdjęciach, więc zapewne już wiecie co to jest :)
Natomiast zakończenie jakiejkolwiek zabawy to oczywiście słynne już w naszym domu "...musisz się wygolować". To znak czasów. Nie kończysz zabawy, tylko wylogowujesz się :)

Odkąd Kuba dowiedział się w przedszkolu, że na komputerze są gry dla dzieci nie było odporu. Prośby i błagania były na porządku dziennym.Ustalenie zasad, przejrzenie stron z grami i w końcu z bólem serca pozwoliliśmy. I okazało się, że niepotrzebnie się obawialiśmy. Znaleźliśmy gry edukacyjne, także w różnych językach (yummy.pl, ciuchcia.pl) i ustaliliśmy czas grania. W przypadku czterolatka pół godziny to maks. Oczywiście po sygnale zegara, trzeba ustawić jeszcze przynajmniej dwie minuty na dokończenie gry i zamknięcie strony. To zasada, która ułatwia życie i dziecku i nam. Dziecko nie jest wyrywane w trakcie, ale ma czas na jej dokończenie. Po co te dwie minuty? Uwierzcie mi, dziecko nie wie tak naprawdę kiedy przeskakuje z gry na grę. Komputer czy telewizor wciąga, a my rodzice mamy dopilnować tego żeby dziecko nie przesiadało przy nim zbyt długo. Te dwie minuty to kwestia indywidualnego ustalenia. U nas tyle wystarcza. Dwa razy w tygodniu po pół godziny to dla czterolatka odpowiednia dawka. Warto również ustalić sobie harmonogram dnia tak żeby nie włączać komputera przy dziecku. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Niestety czasami się tak nie da. Wiem o tym (szczególnie jak ma się firmę w domu). 
Na początku myślałam, że jako rodzice, w tej kwestii polegliśmy. Chcieliśmy chłopców jak najdłużej trzymać z dala od komputera. Z perspektywy czasu widzę, że ma to swoje plusy.
Głównym plusem jest fakt, że Kuba poznał zasadę działania w czasie. Sygnał zegara oznacza, że właśnie kończy się jego czas przed komputerem i  "musi się wygolować". Robi to bezproblemowo (ważne dwie minuty!)
Poza tym, gry edukacyjne poszerzyły jego zasób słów angielskich i rozbudziły ciekawość jeśli chodzi o geografię. To akurat bardzo mnie ucieszyło, bo tej dziedziny nauki jeszcze nawet mu nie pokazywałam. Wydawało mi się, że to zbyt dużo dla czterolatka.
Oczywiście Kuba ma starsze kuzynostwo i wie, że są inne gry typu angry birds itp. Pytanie o to czy on też może mieć takie gry, oczywiście też się pojawiło. Wytłumaczenie mu, że my tych gier nie posiadamy jak na razie wystarczyło. Pomógł również fakt, że w telefonach nie mamy aplikacji z grami.
O Gabrysiu nie wspominam, bo na razie gry na komputerze go nie interesują. Wiem, że zmieni się to we wrześniu, kiedy w przedszkolu okaże się, że umie w nie grać. Dokładnie tak było z Kubą.

Jeżeli boicie się tego tematu to niepotrzebnie. Po pierwsze: temat zniknie wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Nie znam malucha, który zabawę na podwórku zamieniłby na telewizor, wierzę, że podobnie jest z komputerem. 
Po drugie: obecnie wszystko to jedna wielka technologia i nasze dzieci nie uciekną od tego. Zakazywanie może przynieść odwrotny skutek (jak u znajomych, którzy zakazali oglądania telewizora, a później dziwili się dlaczego ich syn godzinami przesiaduje u kolegów). Choć zaznaczam, że absolutnie nie musi. Znam dzieciaki, które tv czy komputer nie obdarzają nadmiernym zainteresowaniem (np. nasz młodszy syn). Znam również mamę, która ubolewa nad tym, że jej dziecko komputerem się nie interesuję. Powtarzam jej niezmiennie: "Ciesz się tym. Twoje dziecko naprawdę niczego nie traci, na komputer przyjdzie czas." W naszym przypadku jest tak, że Kubusia interesują wszystkie gadżety elektroniczne począwszy od zegarka i nic tego nie zmieni. Zainteresowanie komputerem to była kwestia czasu. Wszystko jest dla ludzi, tylko z umiarem. Za to zasady wprowadzone w przypadku gier na komputerze czy bajek na tv wyjdą na zdrowie dzieciakom. Era zachwytu grami czy bajkami minie, ale umiejętność "wygolowania się" w określonym czasie pozostanie i z pewnością przyda im się w dalszym życiu. 
Jak radzić sobie zimą z wolnym czasem dziecka ? 
Co zamiast komputera i tv? 
Mnóstwo zamienników. U nas sprawdzają się wszystkie stare i sprawdzone gry i zabawy. Od puzzli po chińczyka. Ostatnio nawet warcaby. Masa solna (nasze prace możesz obejrzeć, np. TUTAJ ,TU i TUTAJ ) wszelkie prace ręczne z użyciem farb, plasteliny, bibuły.
I nasz hit. 


Gra prosta, łatwa i przyjemna. Dla całej rodziny. Na karteczkach piszemy zadania i każdy z graczy losuje jeden los. Śmiechu jest ogrom, szczególnie kiedy tata trąbi jak słoń, a mama skacze jak żaba. I tak do końca czyli aż miska nie będzie pusta. Ciągle zmieniamy zadania, żeby nie było nudno( poza tym karteczki szybko się niszczą). Ostatnio dołożyliśmy kartki z ćwiczeniami od fizjoterapeuty. Ćwiczą chętnie, bo to przecież zabawa. Polecam Wam serdecznie taką formę zabawy z Waszymi maluchami :) 
A jak nie wieje i żaden wirus Was nie męczy to...sanki, sanki i jeszcze raz sanki :)


Pozdrawiam serdecznie,
Kasia :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję ślicznie za komentarz i zapraszam ponownie :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...