środa, 26 lutego 2014

Mój pierwszy spacer

Witajcie.
 Poszłam na spacer. Sama !!! Na całe 20 minut. Gdzie to zapisać? Nie pamiętam kiedy ostatnio mogłam pobyć sama ze sobą. Nawet nie myślałam, że tak tego potrzebuje. Bardzo potrzebuje.

niedziela, 23 lutego 2014

Liebster Blog Award - pierwszy raz

  Witajcie.

Nie wiem jak zacząć, bo to mój pierwszy raz. 
Zostałam wyróżniona przez Piwonię :) Tak mi miło i przyjemnie, że Piwonii spodobał się opis naszego gniazdowania. 

 
 Poniżej odpowiedzi na pytania.

1. Czym dla Ciebie jest Twój blog?
Oknem na świat.


2. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
Rodzina.


3. Czym dla Ciebie jest szczęście?
Chwile spędzone z synkami i mężem.


4. Jaka jest Twoja ulubiona roślina?
Jestem roślinolubna. Ulubionych jest cały ogrom :)


5. Kiedy ostatni raz dostałaś kwiaty ?
Urodzinki były kwiatowe :)


6. Wakacje nad morzem czy w górach?
W górach.


7. Książka czy film?
Książka.


8. Domek na wsi czy mieszkanie w mieście?
Domek na wsi.


9. Która pora roku jest Twoją ulubioną i dlaczego?
Odkąd pamiętam lubiłam jesień. Przy dzieciakach polubiłam wiosnę, a nawet lato.


10. Jesteś rannym ptaszkiem czy nocnym markiem?
Hmm. Nocnym markiem kiedy pracuję. Rannym ptaszkiem, gdy obudzą mnie dzieci ;)


11. Co założysz na randkę ze swoim chłopakiem/narzeczonym/mężem/partnerem? 
A to trzeba coś zakładać? ;)

Dalsza część zabawy jest trudniejsza. Miałam chwilę załamania, ponieważ czytam wiele blogów i bardzo trudno wybrać kilka do nominacji. Jednak po długich przemyśleniach...tadam. Oto blogi, które nominuję do Liebster Blog Award.


Moje nominacje otrzymują:

Pytania:
1. Pies czy kot?
2. Biel czy czerń?
3. Marzyć czy spełniać marzenia?
4. Gotowanie czy czytanie?
5. Świece czy kominek?
6. Mięta czy lawenda?
7. Samochód czy rower?
8. Wakacje w ruchu czy na leżaku?
9. Kanapa czy fotel?
10. Ciastko czy czekolada?
11. Motyw serca czy gwiazdki?

Jeszcze raz dziękuję.
Pozdrawiam i ściskam mocno,
Kasia


Do sprzedania :)

Usłyszałam i nie mogłam się oprzeć, żeby nie sprzedać :) Tak się uśmiałam :)

Pora obiadowa. Zmęczony mąż wrócił do domu:
- Kochanie, co mi dzisiaj przygotowałaś?
Żona poprawiła fartuszek, wlazła na krzesło i z uśmiechem odpowiada:
- Piosenkę :)


Dobre. Dzisiaj śpiewam. Znam mojego Męża i wiem co zrobiłby w takiej sytuacji. 
Wlazłby na to samo krzesło i spytał: "To co? Śpiewamy?"




Pozdrawiam serdecznie,
i życzę miłej niedzieli :)


sobota, 22 lutego 2014

Co robię podczas sprzątania?

Cześć.
Zapewne nurtuje Was to ważne pytanie. Co ja, mieszkająca na końcu świata mogę robić podczas sprzątania? Otóż cykam fotki. Do tej pory robiłam zdjęcia Chłopakom. To wdzięczni modele, więc zdjęcia wychodziły super. Ponadto wystarczyło wyciągnąć telefon i złapać chwilę. Aparat za długo się "stroił" - jak dla mnie. Gdy był już gotowy do pracy, moi modele byli zajęci innymi sprawami. Łatwiej było z telefonem.

Teraz przeniosłam się na aparat i doceniam umiejętności mojego męża. Sama obsługa aparatu to pikuś, ale zrobienie porządnego zdjęcia to już wyższa szkoła jazdy. Okazało się, że robienie zdjęć do bloga to już wcale nie taka łatwa sprawa. Popytałam, podpatrzyłam i wzięłam się za naukę. Jednak żadna teoria nie zastąpi praktyki. Dlatego cykam. Najczęściej w czasie sprzątania.


W czasie sprzątania wciąż przestawiam dekoracje, meble itd. I cykam fotki. Różne. W większości nieudane, ale czuje się coraz pewniej z aparatem w ręku. Poniżej fotki robione pod kątem. Tym mówię stanowcze nie.



Dzięki nim wróciłam do podstaw i na razie skupiam się na kącie prostym :)

 
Biegnę dalej sprzątać i cykać fotki. Lubię ten przedwiosenny czas. I będę wrzucać tu efekty mojej nauki. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
 Pozdrawiam serdecznie,
Kasia


piątek, 21 lutego 2014

Przychodzi mama do doktora...


 U lekarza. Łaskawy Pan Doktor przyjął nas na audiencję ustaloną miesiąc wcześniej. Obejrzał Synka i stwierdził, że nic się nie zmieniło i wyznacza nam audiencję za miesiąc. W gabinecie siedzieliśmy jak osły dobre 10 minut, z czego więcej niż połowa przypadła na zapisanie wniosków w karcie i przepisanie ich do komputera. Na moje pytania, Łaskawy Pan Doktor, nie miał zamiaru odpowiadać. Aż niebywale zmęczony mą upierdliwością raczył odpowiedzieć na jedno. W sumie, odpowiedź mogłam sobie wygooglować. Niczego konkretnego się nie dowiedziałam.
Mam dość. Próbowałam się dowiedzieć co jest moim dzieciom, żeby wyeliminować infekcje, a kończy się to ciągłymi kontrolami u różnych specjalistów. Jak Cię jeden złapie, to Cię już nie wypuści, ale o badania trzeba się dosłownie wykłócać. I tylko syropek i następna kontrola. Ponadto każdy pobyt w poradni kończy się co najmniej katarem.
Przepraszam, że tak troszkę inaczej niż zwykle. Nie wiem, być może jestem zmęczona. Od 2001 roku mam do czynienia z naszą służbą zdrowia, bardziej niż bym sobie życzyła. Opieszałość niektórych  lekarzy i ich zbywanie pacjenta jest irytująca. Tak mi się wydawało, dopóki dotyczyło to tylko mojej osoby. 
Teraz, kiedy w grę wchodzą moje dzieci, zwyczajnie mnie to wkurza.
Piszę, niektórych lekarzy, bo większość jest porządnie przygotowana do zawodu. Jednak wydaje mi się, że Ci, którzy informują o stanie i leczeniu, pracują przede wszystkim w dużych miastach. Przepraszam, jestem po prostu bezradna.
 

W styczniu poczuliśmy się tak bezsilni, że postanowiliśmy wywrócić wszystko do góry nogami. Zaczęliśmy od naszej diety. Owszem panowała u nas kuchnia polska, własne przetwory i chleb. Tylko przyszło nam do głowy, że może jednak produkty, z których gotujemy mają za dużo aromatów i barwników. Za dużo soli w rozrachunku dziennym. Za dużo cukru. Może to wszystko obniża odporność chłopaków. 
Od stycznia jadłospis wiele się u nas nie zmienił, ale bardziej zwracamy uwagę na to, skąd są produkty, które kupujemy. I przede wszystkim jaki mają skład. Pierwsza styczniowa wyprawa na takie zakupy, była masakrą. Staliśmy przed regałami, chłopcy podawali nam produkty, a my czytaliśmy skład. Musieliśmy interesująco wyglądać, bo wiele osób patrzyło na nas jak na wariatów ;)
Ta lekcja bardzo nam się przydała. Liczba wszystkich dodatków w standardowych produktach spożywczych dosłownie nas powaliła.




Mam nadzieję, że powoli wyeliminujemy problemy zdrowotne naszych dzieci. I nie bedziemy musieli zawracać głowy lekarzom.
Tego moim Dzieciom, Nam i Wam bardzo mocno życzę.

Pozdrawiam,
Kasia
 

środa, 19 lutego 2014

Pokoloruj sobie szary dzień

Uśmiechnij się.
Tak, tak. Dzisiaj potrzeba dużo uśmiechu. Szaro, buro i ponuro. A u nas na przekór - będzie kolorowo. Chłopaki męczą mnie o farby, więc z pewnością pędzle pójdą w ruch. W mojej kochanej kuchni pojawiła się wiosna. Lubię kwitnące kwiaty, więc nie mogło zabraknąć prymuli. Kojarzą mi się z Dniem Kobiet, ale jeszcze tak długo trzeba czekać na ten dzień, że sama sobie je sprawiłam. Dawno temu to były pierwsze kwiaty, które dostałam na to przemiłe święto. Od Taty. Wszystkie dostałyśmy. Taka byłam zadowolona. Tata pokazał nam jak powinnyśmy świętować ten dzień. Tak zwyczajnie podarował nam kwiaty, bo byłyśmy przecież małymi kobietkami, które zawojowały jego dom :) Te pierwsze prymule nadal pięknie prezentują się w ogrodzie mojej Mamy. 
Moje przyjemnie rozświetlają mi ranek i kolorują cały dzień. Buzia sama się uśmiecha na ich widok.


Później często słyszałam o tym, że Dzień Kobiet powinien być zniesiony, bo to taki relikt przeszłości. Ja mam całkiem miłe wspomnienia, także dzięki Mężowi, który kontynuuje świętowanie :) A prymule zawsze będą mi się kojarzyć z 8 marca. 
Poza tym, pięknie kolorują takie szare dni jak ten dzisiejszy.

Pozdrawiam ciepło,
Kasia



sobota, 15 lutego 2014

Do zapamiętania...

Taki dialog:

Ja: Chłopcy już wystarczy, pobawcie się teraz sami, a ja idę robić obiad.
Kuba: Sami? Ale ja nie chce. Ja chcę z Tobą.
Gabryś: Nie cem. Cem z Tobom.
Ja: Chłopcy proszę, możecie się pobawić razem.
G: Dlacegoooo?
K: Ale w co?
G: Ale ścio?
J: No,np. w piłkę. Ty świetnie bronisz, Gabryś super rzuca....
K: Ale, że co?! Że ja nie umiem rzucać, tak?..

Wymiękłam. Naprawdę.



czwartek, 13 lutego 2014

Test pięciozłotówki


Witajcie.
Ostatnio usłyszałam tekst o pięciozłotówce.
1. Jeśli pierwsze dziecko połknie monetę, rodzice szybko jadą z nim do szpitala.
2. Przy drugim stwierdzają: poczekamy, wydali.
3. Przy trzecim: odda z kieszonkowego.


Faktycznie coś w tym jest. Chociaż w przypadku połknięcia pięciozłotówki pewnie pognałabym do szpitala. Niezależnie do tego, które z moich pociech, chciałoby być skarbonką.Jednak sens przytoczonego tekstu jest dla mnie jasny. Faktycznie przy Starszaku obawiałam się każdej nowej sytuacji, która według mojego mniemania była dla niego niebezpieczna. Teraz, przy Maluchu, wiem już, w których sytuacjach mogę wrzucić na luz, a w których muszę zachować maksymalną czujność. 
I tworzyć. Tak, radosna twórczość przy dzieciach może się objawiać na tysiąc sposobów. Nigdy nie miałam cierpliwości do prac ręcznych, a teraz zarabiam masę solną, tnę płatki z bibuły....itp.
Chłopcy potrzebują ciągłego ruchu. Latem to żaden problem. Rano wychodzimy z domu i wracamy jak mamy dość biegania.
A zimą wymyślam....

 


 
 
Poza tym, stwierdzam: im więcej dzieci, tym matka ma większe szanse na prace w wywiadzie. W końcu zawsze musi być krok do przodu przed dziećmi, tak aby przypadkiem nie musiała przechodzić testu  "pięciozłotówki". 

Pozdrawiam,
Kasia


wtorek, 11 lutego 2014

A kysz myśli męczące...

Dobry wieczór :)

Miałam pierwszy od dawna, już nawet nie pamiętam od kiedy, wolny wieczór. Chłopcy zasnęli w ciągu 10 minut. Nadmiar czasu miał być spożytkowany na tysiące sposobów, łącznie z pracą. Jednak zmęczenie robi swoje. Nie mam siły na nic, ale spać też nie mogę bo tysiące myśli biegnie ku mojej zmęczonej głowie i męczy mnie nieprzeciętnie. 
Te myśli są mi niepotrzebne, dręczą mnie strasznie. To myśli, w których rozpamiętuję czy o wszystkim i wszystkich dzisiaj pamiętałam. To słowa, które usłyszałam w ciągu kilku ostatnich dni, nie zawsze zresztą przyjemne. I chociaż próbuję wyprzeć te myśli bardziej przyjemnymi, ot choćby o moich dzieciach, to one znów się pojawiają.
Dlatego zasiadłam do komputera i jakoś poszło. Obejrzałam kilka ostatnich zdjęć moich Chłopców. Uśmiechy na ich buziach to cudowny relaks. A potem wciągnęły mnie Wasze blogi. Ależ sobie pozwiedzałam. Jak miło tak siąść, nie myśleć o jutrze, ale za to pozbierać dziesiątki nowych inspiracji. Tak, żeby mieć o czym myśleć jutro i nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami :) 

Dobrej nocy...

Walentynki z kalmarami

Witajcie.

Walentynki coraz bliżej. Układam powoli menu na piątkową kolację. Mój M. wspomniał ostatnio o kalmarach. Hmm. Nie robiłam ich jeszcze nigdy - może macie jakiś prosty przepis, który mogłabym wypróbować? Mój M. podobno zje wszystko co ja ugotuję, ale fajnie gdyby się najadł ze smakiem i miał raczej miłe wspomnienia :) Poza tym, nie mam pojęcia gdzie ja dostanę kalmary, w tym naszym " uroczym zakątku" na końcu świata :) Trzeba się sprężyć i rozpytać znajomych. I logistycznie zaplanować wyjazd po te kalmary (to ta najtrudniejsza część wyzwania).

Do tego sprawdzone wypieki. Coś biszkoptowego dla moich chłopaków. No tak. Bo od trzech lat obchodzimy Walentynki z naszymi Maluchami. Chyba podświadomie chcę ich nauczyć, że dla kobiet to jest bardzo ważny dzień. A nie wszyscy panowie o tym pamiętają. 


Ogólnie to ja panom się nie dziwię. Ja też nie zwracałam na ten dzień uwagi, dopóki nie spotkałam mojego M. Mało tego, siedem lat temu, też specjalnie się do Walentynek nie przygotowywałam. Dzień później miałam egzamin, bodajże z elektroniki, i nie w głowie były mi serduszka i kwiatuszki. Oczywiście koleżanki powtarzały, że mam być przygotowana, bo M. ponad rok wcześniej powiedział: "nie znasz dnia, ani godziny". He, pewnie, że nie znałam, ale nie obstawiałam Walentynek na dzień oświadczyn, bo to miało być zaskoczenie. Nie nastawiłam się i faktycznie byłam tak zaskoczona, że moja mina, na widok pierścionka, była podobno jak w reklamie karty do bankomatu "BEZCENNA" :)



Wcześniej ten dzień to był dzień urodzin mojej siostry. I raczej to mnie zajmowało. Poza tym, jak sięgam pamięcią do dzieciństwa, to Walentynki były takim raczkującym tworem Zachodu. Zachwycali się nim młodsi, a starsi pukali się w czoło.
Nauczyciele przymykali oko na pudełeczko w serduszka, do którego wrzucało się karteczki z napisem "love you 4ever".
A byli i tacy, którzy gromili, że to Walenty to patron masarzy, a nie żadnych tam zakochanych.  

Tymczasem Święto Zakochanych przyjęło się doskonale, pomimo tego, że w Polsce już mieliśmy takie święto. Wiecie kiedy?



Ja życzę Wam wszystkim, żeby Wasze serduszka nie były same w ten dzień.
Buziaki i ściskam,
Kasia :)


niedziela, 9 lutego 2014

Wyniki Candy :)

Witajcie serdecznie.

Pierwsze Candy za nami. Przepraszam, że ogłaszam wyniki dopiero teraz, ale mieliśmy dzisiaj piękną pogodę, więc zaraz po obiadku wybraliśmy się na dłłuuuugaśny spacerek. Czuję wiosnę, pomimo tego, że zapowiadana jest jeszcze sroga zima. 

Nie przeciągając...

Dziękuję Wam bardzo za tę zabawę. Cieszę się, że poznałam nowe osoby, u których również zamierzam się rozgościć na dłużej :)

14 lutego 2007 roku mój, obecnie już, Mąż zapytał czy może nim zostać, a ja wyraziłam zgodę. I rozpoczęliśmy Nasze Gniazdowanie. Tak już oficjalnie. Nikt się już nie czepiał, gdy razem kupowaliśmy sprzęt AGD czy RTV (a przed okresem narzeczeństwa były obiekcje rodziny co do naszych wspólnych zakupów ;) )

To takie cudne wspomnienia. O tym, że mój Mąż zamierza mi się oświadczyć wiedziałam już rok przed. Sam mnie uprzedził. A później ponad 12 długich miesięcy czekałam. Oj, jak ja czekałam :) Jak wypatrywałam :) Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale wówczas ten czas oczekiwania i niepewności strasznie mi się dłużył. 

A dzisiaj mamy dwa małe Szkraby. Jeden z nich został dzisiaj mianowany "maszyną losującą". Za ten zaszczyt dołożył do prezentów również coś od siebie ;) To będzie niespodzianka :)

Kuba był bardzo podekscytowany zanim wybrał Zwycięzce...


Zamieszał...



I wybrał karteczkę...




 Z nazwą Zwycięzcy...




ZWYCIĘZCĄ JEST



 Serdecznie gratulujemy Marcie W.
Proszę o kontakt na adres: skorpionica8583@gmail.com
 Dziękujemy wszystkim za wspaniałą zabawę i miłe słowa.
Dostałam skrzydeł i mam nadzieję, że nasze gniazdowanie nie będzie Was nudziło.

Buziaki, uściski i pozdrowienia
Kasia & Chłopaki :)

piątek, 7 lutego 2014

Rozczulająca się w stanie Mamusiowania

Witajcie.
Nie będę matką rozczulającą się. Taki był mój plan zanim pierwsze dziecię pojawiło się w naszym domu. Tymczasem już różowe kreski na teście wzruszyły mnie tak, że paczka chusteczek szybko się skończyła. Przy drugiej ciąży było tak samo. Przy każdej następnej przewiduję powtórkę z rozrywki ;)

Miałam być twarda, bo przy chłopcach trzeba. I lipa. Łezka się w oku kręci praktycznie codziennie.  Może ktoś powie: " to ze zmęczenia". Jednak kiedy moje cztery łapki przynoszą mi swoje rysunki i dokładnie opowiadają co na nich jest, to moje oczka raczej nie szklą się z powodu niewyspania ;)

Ostatnio moje Chłopaki zażyczyły sobie ciasto. Zrobiłam, a przy okazji zarobiłam drożdżowe bułeczki. Nie do końca wyszły tak jak zawsze, bo dodałam za mało cukru (eksperymentuję z trzcinowym ). Tymczasem Maluchy zobaczyły, że chowam bułeczki do lnianej torby i wołają: "Mamusiu nie chowaj". Nie do końca przekonana podaję po jednej bułeczce. Ba, byłam przekonana, że wypieki zaraz do mnie wrócą. I zaskoczenie, bo nie dość że zjedli, to jeszcze poprosili o jeszcze. I usłyszałam: "doble te Twoje bułecki Mamusiu" :) Ach i och. Serce rośnie, pierś do przodu, łezki w oczach. Dla takich chwil warto żyć.

To taki fajny stan: Mamusiowanie. Nigdy nie podejrzewałam, że to będzie moje powołanie. Chociaż rodzinę zawsze chciałam mieć dużą. 

Czasami padam ze zmęczenia. Dosłownie na...twarz :)
Jednak to takie pozytywne zmęczenie. I wiem, że to minie.
Dzisiaj miła pani w sklepie meblowym zdradziła nam w sekrecie (cicho sza!), że za kilka lat to już będziemy mieli z górki. A ja się boję, że nasze Maluchy zaczną się od nas oddalać. I to dla mnie nie będzie z górki. No cóż, trzeba się przygotować. Tymczasem teraz jestem mamą rozczulającą się (wzruszającą?). I tak na razie ma być :)



 Pozdrawiam i ściskam,
wzruszająca się Kasia :)

środa, 5 lutego 2014

Dzieciństwo = smak i zapach chleba

Dzień dobry.
Lubię piec chleb. To taki mój sposób na generowanie wspomnień. Dzieciństwo kojarzy mi się z zapachem ciasta drożdżowego, smakiem domowego makaronu i placków ziemniaczanych. Oblizuje się na samą myśl o wypiekach mojej mamy. Pamiętam też z jakim namaszczeniem babcia piekła chleb. Im jestem starsza, tym bardziej te wspomnienia do mnie wracają. 

Chcę żeby moje dzieci też zapamiętały dom poprzez zapach i smak potraw. 

Zapach świeżo upieczonego chleba jest w takim przypadku najlepszy. Nie na darmo w supermarketach, jak grzyby po deszczu, powstają piekarenki ;)
Chcę również nauczyć moje pociechy szacunku do chleba. Postawa archaiczna? Wiem. Jednak mam nadzieję, że wpoję moim dzieciom, że chleb ( i ogólnie jedzenie) trzeba szanować.

Pozdrawiam serdecznie,
Kasia :)

niedziela, 2 lutego 2014

Cynamonowa wpadka

Witajcie :)
Słodyczom powiedzieliśmy bye, bye. Została czekolada. Do kawy jemy owoce. To tak przy okazji, bo chłopcy do południa zawsze pochłaniali jabłka, banany, truskawki itp. Zajadamy się głównie jabłkami. Wymyśliliśmy obie ze Starszakiem jabłka pieczone. Nudne? Niekoniecznie. Postanowiliśmy je troszkę podrasować. Miód, cynamon i orzechy włoskie. I...hmm...nigdy więcej. Cynamonu wsypaliśmy tyle, że zapach mikstury mój M. poczuł już na klatce schodowej. A on nie lubi cynamonu?! :/ Myśleliśmy, że go tymi pysznościami przekonamy, ale jabłka były tak słodkie i cynamonowe, że miałam dość po jednym. Starszak powąchał i kategorycznie odmówił zjedzenia tych  jabłek. Powód: za słodkie (nie spodziewałam się, że dla niego może być coś "za słodkie"!). Cały Tatuś. A Młody? Jemu nic nie przeszkadza. Pałaszował aż miło :) Aż żal było mu odmawiać następnego, ale faktycznie mogło się to skończyć rewolucją małego brzuszka.

Decyzja? Pozostajemy przy zwykłych jabłkach. Cynamonu używamy jedynie do szarlotki. Amen :)
Zapraszam na moje pierwsze Candy.
Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli.

sobota, 1 lutego 2014

Candy rocznicowo-walentynkowe :)

Witajcie serdecznie
Długo się zastanawiałam czy to już odpowiedni czas na Candy. Myślę jednak, że jest idealnie. Gniazdujemy czyli tworzymy Rodzinę. A oficjalnie rozpoczęliśmy gniazdować 14. lutego 2007 roku. Z tego powodu postanowiliśmy uczcić ten piękny dzień pierwszym ;) malutkim candy. 


Moi drodzy, zasady są niezwykle proste:
1. Zostaw komentarz pod tym wpisem - zachęcam do zgadywania cóż takiego stało się w ten cudny dzień 7 lat temu :)
2. Umieść podlinkowany banerek na swoim blogu
3. Jeśli nie masz bloga zostaw swój e-mail

Zapraszam do obserwacji mojego bloga - będzie mi bardzo miło jeśli zostaniesz ze mną na dłużej :) 

Przygotowałam dla Was śliczną figurkę Aniołków. Bo każdy z nas powinien mieć obok siebie Anioła, który będzie nas wspierał :)

Aniołki powędrują w odpowiednim opakowaniu :)
A wraz z nimi białe serduszko i cztery, szare filcowe podkładki pod kubki. Oczywiście, wszystko to nowo zakupione prezenty :)


Zgłoszenia przyjmujemy do 8. lutego. Zwycięzce ogłosimy dzień później.
Zapraszam :)
Ściskam mocno, 
Kasia :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...